RSS
wtorek, 10 stycznia 2006
Czy nie widzisz, że ja - że ja - potrzebuję Cię ? Czy nie słyszysz kiedy wołam Cię ? Taka ciemna bywa noc bez Ciebie. To ja, żyję z dnia na dzień. W labiryncie szczęścia gubię się. Może lepiej było by bez Ciebie - Bez Barw ! Bez Barw. Ale ja Kocham Cie...
środa, 14 września 2005
na wszystko jeszcze raz popatrzę.. i pójde nie wiem gdzie na zawsze
niedziela, 11 września 2005
Czarne chmury kłębią się, Tak mi zimno i nie rozpoznaję już, Tych wszystkich miejsc. Coraz ciemniej robi się, Gdzie ja jestem? Powiedz gdzie? I pozwól mi spokojnie iść. Niepotrzebny wstaje dzień, W życiu mym. Sen mój w koszmar zmienia się Spadam w dół mijając cię, Opadam z sił w szaleństwa wir. Zanim pójdziesz powiedz mi, W kilku prostych słowach daj mi sens, By żyć, by dalej iść. Słyszę głosy w głowie mej, Brak mi sił. "Sumptuastic"
sobota, 25 czerwca 2005
Sam
Pije wino. Dookoła kolejna samotna noc. Nic wartego napisania. Poza tym że czuje sie bardzo, bardzo samotnie... Tak sobie myśle, że gdybym nie wydał ostatnio całej forsy na ksiażki i ciuchy to teraz bym spakował pare rzeczy....by zniknc gdzieś w porannej mgle. Obudzić się za pare dni daleko stad. Sam... ale co to zmienia...?? Czy sam tu czy gdzieś indziej to ciagle sam. Meczy mnie juz pobyt tu, mecza ludzie. Tato taki jak zawsze - choleryczny prefekcjonista, Pinochet o którym mozna by pisac ksiażke i ciagle bedzie za mało, Henio który daje nam wszystkim w kośc od miesiaca , no i braciszek z jego dziwnymi zasciankowymi problemami. Jest najmniej uciazliwy , ale prawda jest taka ze oni wszysty nadaja inne kreskówki niż te w mojej głowie. 11 lat minęło od mojej wyprowadzki, a 6 lat od ostatniego mojego tu pobytu. Teraz przez te pół roku widze że zmieniło sie tak niewiele... Nadal to ludzie którzy maja swój dziwny świat. Kiedy dołaczył do nich Henio to już sielanka niemal zamieniła sie w małe piekiełko. Obecnie Ci ludzie realizuja film : "Marcina przygody w szwajcarii". Codziennie słysze o paszporcie, pracy, wyjezdzie. O wspaniałej szansie która staje przedemna. Mam tam przecież gdzie mieszkac, mam prace za te marne 3 tys. Euro miesiecznie i dlaczego ja nie chce. Dlaczego nie mówie tak ?? Dlaczego Henia i reszte zbywam usmiechem i mówie im ze narazie sie nigdzie nie wybieram. Od lat odmawiam Heniowi tej Szwajcarii, a on ciagle nie rezygnuje. Cigle ta sama kreskówka. Teraz sie już tak zaparł że płaci za paszport, załatwił mi droge (bym nie musiał bulic), zapewnia mieszkanie na swój koszt, no i legalna dobra praca. A ja krece głowa że nie. Oni sa tacy smieszni i tacy tragiczni. Jesli bede czuł ze tego chce to po prostu wsiade w jakies auto i pojade gdzieś, ale skoro nigdzie sie nie wybieram to po co strzepia jezyki ?? Trudno im zrozumieć ze czy ja mam pieniadze czy nie to nic nie zmienia. Nie jest to istotne i tak w końcu jestem sam. Po co mi praca skoro nie mam dla kogo tego robić ?? Po co mi forsa skoro nie mam jej na kogo wydawać ?? Jesli moje skromne potrzeby sa zapewnione to jest ok. Nie potrzeba mi wiecej. Wczoraj uciekł mi kotek. Ci kretyni mieli impreze i go wypuscili z domu. Biedak nie wrócił bo zupełnie nie zna okolicy. Był u mnie przeszło tydzien, a teraz go nie ma. Przeszedłem kupe terenu szukajac go noca, swiecac latarka na kazdy krzak czy drzewo. Kotek zniknał. Przez pare dni byłem taki szczesliwy, że mam kogoś z kim moge pobyć noca i w dzien i zawsze kiedy bede chciał. A teraz go nie ma i czuje sie winny. Winny temu ze nie pomyslałem ze oni go wypuszcza. Ze uchleja sie i nie beda zwazac na kota..:(( I znów sam.
poniedziałek, 06 czerwca 2005
Maleństwo :))

Wpada do mnie dzis Pinochet i daje mi jakies tajemnicze sygnały.
Indianinem nie jestem wiec nic nie pokumałem z jej mowy znaków, wiec tylko jej odmachłem ze rozmawiam z klientem przez tel. i ze ma spadac.

Wychodze ja sobie w koncu z pokoju, by dowiedziec sie o co tak ten Pinochet machał...patrze a tu jakas buda pod drzwiami.
Mysle : "co cholera ta kobieta znowu kupiła !!"

W kuchni siedzi Pinochet, Henry, moja kolezanka z podstawówki i cała banda dzieciaków.
Kurde nie widziałem Monisi z 6-7 lat, a tu sie okazuje że produkcje dzieci sobie
zafundowała.
Po co cholera komus miec jedno czy dwójke dzieci jak mozna miec swoje własne
przedszkole !
I to pełen skład przedszkola a nie jakies marne pare szt...:))

Ta buda pod moimi drzwiami okazała sie najnowszym nabytkiem (2-3 miesiecznym), dlatego pinochet tak mi machał ze mam uwazac by nie wdepnac...
Kurde nawet jakbym chcial to nie wdepnałebym w cos tak duzego...pomyslałem a zaraz
potem popedziłem ogladac najnowszy produkt Moniki.
I powiem wam o ile ta kuchenna banda ma 3-6 lat, to to cos tam mnie zauroczyło ze
wymiekłem.

Kurde taka buda a tu takie małe beybe !!
I to spi sobie słodko.

Po prostu czad !!

Zaswieciłem mu latarka by lepiej poogladac.
Zajefajna sprawa.
Poogladałem pare minut i wróciłem do pokoju, ale sie cholera skupic nie mogłem
takie to fajne.
No to otwieram drzwi, patrze czy pinochet nie nadchodzi ale oni gadaja w najlepsze.
To sobie po ciuchutku bude wniosłem, postawiłem na łóżku i dalej ogladac to małe
Cuś.
Tak sobie patrzyłem , patrzyłem aż otworzyło oczka !!

Ja sie patrze to Cuś sie patrzy.
Kurde ogólnie nie wiemy o co chodzi ale na siebie sie patrzymy.

Pomyslałem ze moze mały chciałbym posłuchac muzyki.
No to mu właczyłem Rock'n'Rolla i chyba lubi.
Pobujalismy sie (tzn ja sie bujałem a on patrzył) i kurde przylazł Pinochet ze
dziecka nie ma a oni ida.

Kurde i własnie sobie poszli !!!

Chamy jedne.

piątek, 29 kwietnia 2005

pustka
zaczyna się
kiedy nie mówisz więcej o miłości
kiedy kochasz tylko białą kartę
i jaskrawe obrazy wyżerajace twój ołówek

kiedy zaprzeczasz każdej ceremoni
narodzin i pogrzebu
a gdy toczy się rozmowa
ty wsłuchujesz się w swój rytualny taniec

czwartek, 07 kwietnia 2005
Piątkowe menu

Jestem sam.
I od wczoraj od 22 nie tylko sam w sensie związków damsko-męskich, ale tez sam
fizycznie w kwestii hause.
Pinochet i cała reszta ferajny pojechała na pogrzeb, a ja mam cały dom dla
siebie...:))
To jest piękne.
To było nawet cudowne, ale teraz widze że pomieszkiwanie z Pinochetem sprawiło
że zatraciłem naturalny zmysł zakupowy.
Znaczy sie , jesli nie kumacie, że nie patrze co mam w szafkach i czy aby nie
trzeba zrobic zakupków.

Crommcio mieszkajac lata sam rozwinał zmysł gromadzenia zapasów, czyli udawania sie raz na tydzien/miesiac do sklepu i kupowania 10 kg. maki, 2 kg. kotletów sojowych, wiaderka ketchupu, wiadra majonezu, 10 kg. ryżu, 100 szt. zupek, 50 kg. pyrów, 10 kg. marchwi, i całe tony innych artykułow.

Lubie gotowac i sytuacja że mam ochote np. na strogonowa sojowego ż ryżem a do tego surówke z porów, kukurydzy i sałatke grecka na deser jest dla mnie naturalna.
Siegam po prostu wtedy do przepastnych szafek i gotuje co trzeba.
Sytuacja że mogłoby czegos zabraknąc lub nie daj boze jest to składnik po który
trzeba jechac na drugi koniec miasta jest dla mnie nie do zaakceptowania i stanowi stałe źródło trosk.
Czasem pomimo akcji zapobiegawczych i goracych staran zdarza sie że jade po
swój ulubiony majonez (jest nim de facto Krakus) na drugi koniec miasta taryfą tylko dlatego że bez niego nie wyobrażam sobie jakiegos dania. No ale cóż zrobić....substytuty mnie nie pociagaja i pojade nawet do innego miasta po produkt pełnowartosciowy.

Dziś jednak szczerze mówiac nie przewidziałem pewnych dosc istotnych faktów...:

Nadszedł wieczór i Crommcio jak to Crommcio poczuł że głód puka dosc intensywnie do bram raju jakim jest fakt posiadania całego homa tylko na swoje niewielkie, ale jakże istotne potrzeby.

Co robi współczesny mysliwy kiedy poczuje burczenie w brzuszku ?? Idzie in the kitchen of course. A in the kitchen ni ma chleba..:(( ...No to mysliwy nie zastanawiajac sie wiele udaje sie poprzez snieg, deszcz i ciemna kwietniowa noc do sklepa. I tu zaczynaja sie schody, bo jutro z okazji pogrzebu sklepy sie pozamykaja i nie przewidziawszy tego faktu, zastałem puste półki. Tzn. półki były moze i pełne ale nie tym co miałem kupic.....
Zero chleba...
Kurde przeszedłem całe to zafajdane miasto. Zajeło mi to 1,5 godziny.
Odwiedziłem kazdy sklep otwarty o tey godzinie.
I wiecie co ?? Od 15-17 nikt tam o pieczywie nie słyszał. Niezła jazda, no nie ??

Tak wiec dbajac o swoje zdrowie i starajac sie jednak jakos przeżyc jutrzejszy dzien nie bedac głodnym postanowiłem isc na kompromis. Nie pojade do innego miasta bo to zajęłoby za dużo mego cennego czasu. Jutro jestem na specjalnej diecie...
Tzn. w sumie ona już sie zaczęła dzis od kolacji.

A wiec mam 5 paczek 90g chipsów zielona cebulka, 5 paczek 180g. chipsów paprykowych, 5 paczek 160 g. chipsów o smaku sera, ptasie mleczko, 2 rodzinne serki waniliowe czyli pół kg. sera z wanilią, 2 duże jogurty, dwie czekolady, 5 paczek paluszków sezamowych, 2 litry mleka i 2 paczki płatków kukurydzianych, oraz jedna czekoladowych.

Rozkład posiłków planuje m.w taki:

- dzisiejsza kolacja to 5 paczek chipsów zielona cebulka + lampka wina
- druga kolacja to ptasie mleczko + reszta wina
- Sniadanie litr mleka paczka kukurydzianych i pół czekoladowych
- II sniadanie to co wyzej + rodzynki
- obiad ziemniaki + kotlety sojowe tyle że zmodyfikowany przepis bo zamiast
maczane w bułce tartej to pomocze je w zmielonych chipsach paprykowych (przepis znany choc nie tak popularny w Polsce)
- podwieczorek chipsy serowe (5 paczek) w jogurcie
- kolacja to albo wezme rozpakuje czekolady i do srodka jako mase włoze serek
waniliowy (całkiem ciekawa kanapka sie zrobi), albo czekolade  zmiele w młynku i dodam z wiórkami kokosowymi do serków (wyjdzie krem czekoladowo-kokosowo-waniliowy)
- II kolacja reszta chipsów paprykowych z obiadu oraz wszystko to co zostanie z
moich kulinarnych atrakcji + butelka wina

Crommcio przeżyje jakos ten piatek...a w sobote mam nadzieje że dowiozą chleb.'
Ech, ile to trzeba sie czasem nastarac by godnie żyć.

czwartek, 31 marca 2005
Pieprzony poranek

Ale jestem zły...
Byłem wsciekły , ale juz tylko zły...
Tyle że teraz taki nastrój ciągnał sie bedzie przez pare godzin...
Od godziny zdarzyłem juz zrobić karczemna awanture i pokłócic sie ze wszystkimi.
I dobrze !!
Po cholere mnie budza w środku nocy ??!!!!

Pinochet mnie doprowadza do pasji od 2 tyg.
Dzis miarka sie przebrała.
Obudził mnie o 10:30.
Ja jak wstane wczesniej niz 12 to nie tylko jestem nietomny , ale i wsciekły.
No i dziś to był prawdziwy krakatoa wsciekłosci.

Od niemal dwóch tyg. Pinochet mnie budzi.
5 miesiecy nie budził, nie wtrącał sie ile i kiedy spie.
5 miesiecy byl grzecznym prawie Pinochetem w sprawach budzenia.
A teraz to jakiejs choroby szlonych głow dostał.
A to obudzi o 13, a to o 12, a to 12:30, wczoraj 11:20 a dziś....dziś 10:30 !!
Ale sie wsciekłem.
I to jak budzi !!
Nie żeby wejsc i raz obudzić, bo ja tak łatwo nie wstane.
W ciagu godziny Pinochet potrafi wparowac do pokoju z 5-8 razy.
Co przysne znowu to on wchodzi i budzi dalej.
Zawsze mnie to wkurwiało i wkurwiac bedzie.
Rozumiem raz wejsc - wstajesz - nie wstajesz ok. ale nie 15 razy !!

No tak - niech juz ta pieprzona wiosna sie skonczy i przestana mnie budzic tak wczesnie.
Bo of course zaczeło sie od tego ze podjałem sie zadbac wiosna o ogród....no wiecie liscie,
przycinanie krzewów, kopanie i nawozenie i takie tam.
Nie robiłem tego 10 lat, a teraz skoro sie podjełem to trzeba mnie wywalic w wyrka switem
bym to zrobił.
Jak bym nie mógł robic tego po 15 czyli w normalnych porach.
Albo wieczorem.

Mam nadzieje że dzisiejsza awantura przemówi Pinochetowi do rozumu i da mi spokój.
Praca TAK, ale po 15 i tyle.

Ide na jakis pieprzony spacer bo jeszcze mnie nosi...

niedziela, 20 marca 2005
Ciemna materia - Philipa Kerra

Mógłbym napisać o dziesiejszych/wczorajszych protestach antywojennych (a dziala sie działo), ale nie. Ostatnie dni spedzilismy planujac, dopinajac wszystko na ostatni guzik, wiec tematem czuje sie przesycony.

Zamiast tego proponuje recenzje ksiażki która własnie skończyłem czytać. Co wam bede pisał - tu macie recenzje, ale ksiażka jest warta każdej literki, która została wydrukowana...:

"Ciemna materia" Philip Kerr

Isaak Newton, jeden z najtęższych umysłów w dziejach, kojarzy się najczęściej ze szkolnymi lekcjami fizyki i z anegdotą o jabłku. Owoc ten upadając na głowę uczonego miał wywołać olśnienie, w wyniku którego powstała nowożytna fizyka. Ale to nie egzegeza newtonowskiej nauki jest tematem „Ciemnej materii” Philipa Kerra, popularnego brytyjskiego autora thrillerów. W książce tej wielki fizyk staje się mimo woli nie mniej wielkim detektywem. Newton odkrywa nowe powołanie, gdy obejmuje funkcję nadzorcy królewskiej mennicy w czasie wielkiej wymiany pieniądza. Poczucie obowiązku nie pozwala mu potraktować nowego stanowiska jako przynoszącej łatwy dochód synekury. W Anglii aż roi się od fałszerzy monet, których zbrodnie Newton wyjaśnia z równą bezwzględnością jak prawa natury. I równie beznamiętnie, jakby pisał matematyczne wzory, wysyła w ręce kata (znajdująca się na początku książki scena egzekucji i ćwiartowania dobrze wprowadza w nastrój epoki).
Te mniej znane szczegóły biografii angielskiego uczonego pod piórem Kerra zamieniają się w sensacyjno-detektywistyczną opowieść. Pojedyncze zbrodnie, podobnie jak pozornie nie związane z sobą wyniki naukowego eksperymentu, układają się w całość, stoi za nimi wspólny motyw. By go poznać, rozwikłać trzeba skomplikowany szyfr. Newton, który w naukowym rzemiośle opanował sztukę dedukcji do perfekcji, z zagadkami kryminalnymi radzi sobie doskonale. I podobnie jak Sherlock Holmes miał do pomocy dzielnego Watsona, tak i fizykowi asystuje młody „ochroniarz”, rębajło o imieniu Christopher Ellis, ze szczególnym zaangażowaniem prowadzący śledztwa w lupanarach. To właśnie Ellis jest narratorem, który podejmuje swoją opowieść po śmierci mistrza.
Kerr uprawdopodobnia fabułę, osadzając ją w realiach londyńskiego życia końca XVII w., których niezapomnianych opisów dostarczyły takie dokumenty epoki jak „Dzienniki” Samuela Pepysa i „Dziennik roku zarazy” Daniela Defoe. Zresztą obaj ci kronikarze są drugoplanowymi bohaterami „Ciemnej materii”.

wtorek, 15 marca 2005
Dla dobra Radia Maryja
Dziś po długiej nieobecności, spowodowanej awaria mojej sieci, zdecydowałem sie pokrótce opisać wam w co sie Crommcie czasem bawia...:)) Najnowsza akcja o której pewnie słyszeliscie, a która prowadzimy od paru dni to : kasa na radio ma-ryja... Oto opis o co loto : 1. W urzedach pocztowych znajduja sie specjalne druki o nastepujacej tresci: Cel Radio Maryja Dar dla Radia Maryja w Toruniu Bank Pocztowy SA I oddzial w Toruniu 131263-61580-27006-100-0/0 2. Bierzemy taki druk do ręki! 3. Wypelniamy go na kwote 1 grosza i wysylamy na rzecz Radia Maryja. 4. W urzędzie moga nie chciec przyjac jednego grosza, ale wtedy trzeba sie kłócić, bo pocztowcy nie maja prawa odmowic przyjęcia naszego wsparcia na rzecz naszej ulubionej stacji radiowej. 5. Za nami staje nasz kolega i tez wplaca 1 grosz. (UWAGA: Nie placimy nic za przezkaz, poniewaz płaci za niego odbiorca - taka jest umowa radia z pocztą!). 6. Za naszym kolega staje jego kolega i również wpłaca 1 grosz. 7. Powtwórzyc punkt 6 mozliwie wiele razy. 8. Dla przykladu: 120 znajomych, to 120 groszy. Kazdy wpłaca 3 razy, czyli 360 groszy (3,60 PLN) 9. Za kazdy z przekazow Radio Maryja placi poczcie oplate ok 3,60 PLN - 3,60 x 360 = 1296 PLN, opłaty pocztowej zapłaconej przez radio Teraz najlepsze...:)) Na ile wspomogliśmy radio? 1296 PLN odjąć wpłacone przez nas 3,60 PLN, daje 1292,40 PLN długu Radia Maryja dla poczty Czyż to nie wspaniałe? Od piątku Crommcio był na poczcie dziś 4 raz, wysłałem 9 przekazów...z moich znajomych było już 14 osób i kazda zrobiła to co najmniej raz...ogólnie to z sygnałow do mnie docierajacych wynika że razem wysłalismy ok 40 przekazów... Mój brat z kolegami zaczał akcje dzis wiec nie wiem jakie są ich wyniki... Jeśli czytujesz tego bloga i lezy Ci na sercu dobro radia maryja - dołącz sie do nas !!!
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8